Wywiady z kulturystami: Wywiad z Piotrem Głuchowskim

Nadesłany przez: Hades dnia 19.01.2006, 1:40:00 Ocena: 0.00 (0 głosów) Oceń artykuł 11457 odsłon Kulturystyka to sport, którego rygorom trzeba się całkowicie podporządkować, to także styl życia - uważa wielokrotny mistrz Polski, dwukrotny mistrz Europy, medalista mistrzostw świata w kulturystyce Piotr Głuchowski.

"Kulturystyka jest przede wszystkim stylem życia - twierdzi Głuchowski - Jest to taka dyscyplina sportu, której rygorom należy podporządkować nawet życie osobiste do tego stopnia, że w okresie wakacyjnym wykluczone są jakiekolwiek wyjazdy wypoczynkowe. Z drugiej strony dzięki niej czuję się silniejszy nie tylko
fizycznie, ale i psychicznie. Kulturystyka uprawiana wyczynowo i rekreacyjnie promuje właściwe i racjonalne odżywianie się, oraz wyrabia u ćwiczących samodyscyplinę.

PAP: Od ilu lat uprawia pan kulturystykę i co zadecydowało o wyborze właśnie tej dyscypliny sportu?

PG: Kulturystykę uprawiam profesjonalnie od 12 lat, jednak moje pierwsze kontakty sportowe były związane z innymi dyscyplinami. Jako dziewięciolatek zająłem się lekkoatletyką. Biegałem wszystkie krótkie dystanse, oraz 400 m przez płotki. Interesowałem się grami zespołowymi takimi jak: piłka nożna i koszykówka. O wyborze kulturystyki zadecydował przypadek, ponieważ będąc nastolatkiem, razem ze swoim przyjacielem w rodzinnym Kaliszu postanowiliśmy, wzorując się na zdjęciach mistrzów kulturystyki zamieszczanych w "Sportowcu", zainstalować w piwnicy kolegi pierwszą wspólną siłownię, dzięki której moglibyśmy "doścignąć" naszych mistrzów.

PAP: W jaki sposób przygotowuje się pan do najważniejszych startów? Jaką rolę spełnia odpowiednia dieta i dozwolone wspomaganie organizmu?

PG: Cały cykl przygotowawczy rozpoczyna się już na sześć miesięcy przed zawodami, od utrwalenia zdobytej masy mięśniowej, poprzez ograniczenia w diecie. Niedopuszczalne są "wyskoki jedzeniowe", dlatego nie mogę sobie pozwolić na przykład, na obiad w restauracji. Oprócz tego zwiększam liczbę tygodniowych treningów do pięciu, więcej ćwiczę na rowerze stacjonarnym. Do diety niskotłuszczowej, o wysokiej zawartości białka stosuję odżywki wysokobiałkowe, zestaw minerałów, odżywki węglowodanowe, L- karnitynę, aminokwasy BCAA, glutaminę i kreatynę. W skali procentowej stanowi to około 15 procent "formy zawodniczej". Bez dozwolonego wspomagania nie wyobrażam sobie osiągania sukcesów również w innych dyscyplinach sportu.

PAP: Czy w przypadku kulturystów możemy mówić o okresie roztrenowania?

PG: Sytuacja w kulturystyce nie jest pod tym względem jakoś specyficzna. W moim przypadku okres roztrenowania przypada na zimę. Najważniejsze zawody międzynarodowe organizowane są na jesieni, dlatego tuż po ich zakoączeniu mogę się oddać "leniuchowaniu". Przez ten czas, jednak nie mogę całkowicie zaniechać trenowania w siłowni, zmniejszam tylko liczbę treningów do czterech tygodniowo. Pozwalam sobie również na pewne odstępstwa od rygorów dietetycznych, jedząc typowo polskie potrawy, słodycze, czy szczególnie przeze mnie ulubioną pizzę.

PAP: Na ile szacuje pan miesięczne wydatki związane z uprawianiem kulturystyki?

PG: Kulturystyka jest sportem niesłychanie kosztownym. Miesięczne wydatki związane z przygotowaniami najlepszych polskich zawodników kosztują około dziesięciu tysięcy złotych, dlatego każdy z nas ma sponsora, bez którego mój udział w światowych zawodach byłby niemożliwy. Urząd Kultury Fizycznej i Sportu (UKFiS) funduje mi miesięczne stypendium sportowe w wysokości 900 złotych brutto, co jest sumą przydatną ale niewielką w "morzu" moich potrzeb.

PAP: Co pan sądzi o dopingu w kulturystyce?

PG: Problem dopingu w kulturystyce istnieje, tak samo jak w innych dyscyplinach sportu. Zawodnicy korzystają z niedozwolonego wspomagania, żeby skrócić sobie drogę do sukcesu. Sam nie stosuję dopingu, w tym roku byłem czterokrotnie poddawany kontroli antydopingowej i za każdym razem wynik był negatywny. Muszę powiedzieć, że nie potępiam ludzi postępujących w ten sposób, należy jednak pamiętać, że oni szkodzą wyłącznie własnemu zdrowiu.

PAP: Co składa się na sukces sportowy w kulturystyce?

PG: Najważniejsza jest systematyczność pracy. Należy w sposób konsekwentny wytyczać sobie kolejne cele i za każdym razem dążyć do ich pełnej realizacji. W kulturystyce równie ważne są predyspozycje genetyczne związane z budową samej sylwetki. Jeżeli na danych zawodach spotkają się zawodnicy tak samo ciężko
pracujący i odżywiający się, to złoty medal zdobędzie właśnie kulturysta obdarzony najlepszymi predyspozycjami.

PAP: Komu poleciłby pan uprawianie kulturystyki?

PG: Ludziom, którym odpowiada ciężka praca. Należy zdać sobie sprawę, że kulturysta jest człowiekiem prowadzącym dosyć ascetyczny tryb życia, całkowicie podporządkowany swojej dyscyplinie. Inaczej sprawa wygląda w przypadku ludzi rekreacyjnie uprawiających kulturystykę. Dzięki ćwiczeniom na siłowni mogą rozwinąć wszystkie grupy mięśniowe, czego nie umożliwiają inne sporty.

PAP: Ma pan w swoim dorobku wiele medali zdobytych na zawodach krajowych i międzynarodowych. Które z nich są dla pana najcenniejsze?

PG: Najcenniejsze są dla mnie trzy medale. Pierwszym jest medal zdobyty w 1991 roku, podczas startu w mistrzostwach Polski juniorów w Tomaszowie Mazowieckim. W tych zawodach, które były moim startowym debiutem, zająłem drugie miejsce. Zebrałem bardzo dobre recenzje od sędziów i trenera kadry. Mało kto zdawał sobie wówczas sprawę, że na imprezę przyjechałem przygotowując się samodzielnie, dwa tygodnie przed rozpoczęciem mistrzostw. Musiałem "zrzucić" 14 kg, żeby wystartować w wadze do 80 kg. Drugim jest mistrzostwo Polski seniorów w 1994 roku w Krakowie w kategorii do 90 kg, natomiast trzecim jest "krążek" zdobyty w 1995 roku w Stambule, podczas mistrzostw Europy.

PAP: Jakie znaczenie ma rodzina w paąskim, podporządkowanym kulturystyce życiu?

PG: Ze swoją żoną Iloną poznaliśmy się ponad dziesięć lat temu w Kaliszu, z którego oboje pochodzimy. Po raz pierwszy zobaczyłem ją w siłowni, do której zaprosił ją nasz wspólny kolega. Od tego momentu jesteśmy razem. Ilona stanowi oparcie w trudnych momentach mojej kariery. Po przeprowadzce do Warszawy musiałem pracować praktycznie na trzy etaty, żeby jakoś funkcjonować w stolicy.
Przyjście na świat Kuby jeszcze bardziej scementowało naszą rodzinę, teraz już wiem, że nie będę ingerował w wybory życiowe mojego syna. Jeżeli nie będzie chciał uprawiać żadnego sportu, to z mojej strony nie usłyszy złego słowa.

PAP: Co chciałby pan jeszcze osiągnąć w kulturystyce?

PG: Moim największym, dotąd nie spełnionym marzeniem jest zdobycie tytułu mistrza świata. Okazja nadarzy się już w przyszłym roku w Birmie.

PAP: Czy po zakoączeniu kariery zawodniczej rozpocznie pan karierę trenerską?

PG: W przyszłości na pewno chciałbym zostać przy kulturystyce, bez której nie wyobrażam sobie swojego dalszego życia. Chciałbym zostać bardzo dobrym sędzią międzynarodowym, ale nie ukrywam, że moim najważniejszym celem jest zostanie trenerem kadry Polski.
(PAP)